Wywiad · archiwum 2014

„Porażka to nie człowiek"

Pełen zapis dwuczęściowej rozmowy Michała Treli z Norbertem Bradelem z kwietnia 2014 roku. O mózgu piłkarza, profilach dominacyjnych, kontuzjach, mentalności zwycięzcy i pracy trenera.

Dane publikacji
Autor wywiadu
Michał Trela
Rozmówca
Norbert Bradel
Pierwotne miejsce
blog „Z nogą w głowie" (michaltrela.blog.pl) · zapowiedź na naTemat
Część I
10 kwietnia 2014 · michaltrela.blog.pl/2014/04/10/porazka-to-nie-czlowiek-rozmowa-z-norbertem-bradelem-cz-i/
Część II
11 kwietnia 2014 · michaltrela.blog.pl/2014/04/11/porazka-to-nie-czlowiek-czesc-ii-rozmowy-z-norbertem-bradel/
Archiwum bradel.pl
18 maja 2026

Pełny tekst zarchiwizowany na bradel.pl za pisemną zgodą autora, Michała Treli. Treść merytoryczna zachowana bez zmian; poprawiono jedynie literówki i polską typografię (półpauzy, „cudzysłowy"). Prawa do redakcji i pytań pozostają przy autorze.

Spis treści — tematy poruszone
  1. Mózg jako centrum decyzyjne
  2. Nerwy, emocje i filtr percepcji
  3. Wizualizacja i pozytywny stres
  4. Manuel Neuer i wzrok tunelowy
  5. Kibic jako „dwunasty zawodnik"
  6. Predyspozycje i profile dominacyjne
  7. Dzieci, rodzice i niechęć do sportu
  8. Kontuzje, lęki i ciało
  9. Mentalność zwycięzcy
  10. Porażka jako zdarzenie, nie osoba
  11. Depresja w wielkim sporcie
  12. Czarne serie i przesądy
  13. Trenerzy, „efekt nowej miotły" i wypalenie
  14. Reakcje zawodników, metody pracy
  15. Polska piłka i myśl szkoleniowa

Część I

Wczoraj pisałem, jak zachodnie kluby pracują nad mózgami zawodników. Na podstawie profili dominacyjnych są w stanie stwierdzić, czy dany piłkarz poradzi sobie na najwyższym poziomie. Tematyka zainteresowała mnie na tyle, że dotarłem do Norberta Bradela — jednego z nielicznych trenerów Life Kinetik Pro i Kinsporth Master na świecie. To człowiek, który uczył się treningu mentalnego bezpośrednio u Kurta Tepperweina (europejskiej ikony treningu mentalnego) i pracował z licznymi klubami Bundesligi. Przeprowadziłem z nim kilkugodzinny wywiad o mózgu i mentalności w sporcie.

Mózg jako centrum decyzyjne

Znane powiedzenie mówi, że w piłkę nożną gra się przede wszystkim głową. To prawda?

Norbert Bradel: Oczywiście. Zresztą nie tylko w piłkę nożną czy inne dyscypliny sportowe. Również na co dzień głowa gra kluczową rolę. Wszystkie informacje pozyskiwane przez zmysły wędrują do centralnego ośrodka decyzyjnego, znajdującego się między uszami. To w nim rozgrywa się np. czy Szczęsny w meczu z Bayernem wyjdzie z bramki wcześniej i złapie piłkę, czy ułamek sekundy później i sfauluje Robbena.

Od czego dokładnie to zależy?

Informacje z otoczenia, jak i naszego ciała, które otrzymujemy od zmysłów, przechodzą przez rozmaite filtry w umyśle. Przez łączenie cząstkowych informacji otrzymujemy subiektywny obraz rzeczywistości. W zależności od tego, jak działają nasze zmysły, filtry, jak na końcu składają obraz w całość oraz z jaką prędkością to robią, zależy nasza skuteczność tak na boisku, jak i w codziennym życiu. Ten pierwszy krok, jakim jest stworzenie subiektywnego obrazu rzeczywistości, umożliwia następnie tworzenie strategii, jak i wybór optymalnego rozwiązania danej sytuacji. Podjęta decyzja skutkuje wysłaniem odpowiednich impulsów sterujących do mięśni, które finalizują proces trwający zaledwie ułamek sekundy.

Nerwy, emocje i filtr percepcji

Jak na podejmowanie decyzji wpływają nerwy?

Nerwy, jak i towarzyszące im emocje, wpływają w pierwszej linii na proces filtracji informacji. Ów filtr przepuszcza informacje zgodne z nastrojem odbiorcy. To znaczy — jeżeli czujemy się niepewnie, to każda informacja, która może potwierdzić ten stan, ma wolną drogę do naszej świadomości. Każda taka negatywna informacja zmniejsza naszą samoocenę, wywołując działania umysłu, który np. zaczyna spinać mięśnie i już znajdujemy się o krok od potencjalnej porażki. Tak samospełniająca się przepowiednia zaczyna się urzeczywistniać.

Wizualizacja i pozytywny stres

Ale jak zapanować nad emocjami? Poprzez wizualizację?

Tak, wizualizacja może być wykorzystywana w celu pokonywania lęków, ale też używana do optymalizacji techniki czy zagrań. Np. bramkarz wyobraża sobie udaną paradę, lecz w ten sposób może też trenować elementy, które wychodzą mu gorzej. Ktoś gorzej gra lewą nogą, więc oprócz ćwiczenia jej godzinami na boisku, może poświęcić kilkanaście minut na wyobrażenie sobie udanych zagrań lewą nogą. Nasz mózg podobnie reaguje na realnie wykonaną czynność, jak i na samo jej wyobrażanie. Jeśli coś sobie dobrze wyobrazimy, to jest spora szansa, że dobrze to wykonamy.

Na dalszych etapach trzeba już pracować indywidualnie. Niektórzy mają deficyty w czuciu własnego ciała, inni w odbiorze informacji od zmysłów itd. Nie uważam, żeby było coś takiego jak pozytywny stres. Pozytywny stres to dla mnie motywacja. Jeśli jestem podekscytowany, czuję napływ pozytywnej energii, to odczuwam motywację. Stres to lęk przed zadaniem, które mnie przerasta. To jest różnica, która decyduje czy uciekam, czy szykuję się do bitwy. Wielu zawodników nie czuje swojego ciała i nie rozróżnia tych odczuć. Jeżeli stresujemy się przed czy w trakcie zawodów, zwiększa nam się tętno, a nasze serce i układ krwionośny musi przepompować większą ilość krwi, więc wykonuje większą fizyczną pracę, co powoduje szybsze zmęczenie.

„Nie ma czegoś takiego jak pozytywny stres. Pozytywny stres to dla mnie motywacja. Stres to lęk przed zadaniem, które mnie przerasta."

– Norbert Bradel, 2014

Manuel Neuer i wzrok tunelowy

Najlepsi zawodnicy na świecie, nawet atakowani przez rywali, potrafią podjąć najlepsze decyzje w ułamku sekundy. Oni widzą więcej?

Tak, jednak w przypadku większości z nich to owoc treningu. Każdy może wytrenować przegląd pola. Tacy zawodnicy zapamiętują więcej — kto, jak się ustawił, gdzie jest rywal, a gdzie piłka, ale też jak mają ułożone nogi. Do tego dochodzi pamięć o założeniach taktycznych. Taki zawodnik nie panikuje, bo ma między uszami „podkręcony procesor". Nasz umysł ma różne centra odpowiedzialne za rozmaite czynności. Kluczowe jest odpowiednie posieciowanie centrów motorycznych i sensorycznych między sobą. Jeżeli mamy dobrze posieciowany umysł, szybciej następuje analiza oraz synteza informacji w naszym umyśle, jak i ciele. Gdy są dobrze rozbudowane „drogi", informacje krążą szybko. Jeśli zamiast autostrad są polne ścieżki — krążą wolno.

Stąd się bierze tzw. „czytanie gry"? Przykładem zawodnika, który znakomicie analizuje wydarzenia boiskowe, jest chociażby Manuel Neuer.

On jest jednym z zawodników, który oprócz treningów w klubie pracuje też we własnym zakresie. Spędził wiele godzin, żeby wznieść się na aktualny poziom. Wiele jego reakcji, które widzimy, to przykłady idealnej współpracy zmysłów i ciała. Poza tym to niesamowicie pracowity chłopak. Miał cel, by zostać najlepszym bramkarzem na świecie, i podąża tą ścieżką, wykonując na co dzień tytaniczną pracę.

Taki bramkarz na najwyższym poziomie jest tak skoncentrowany, że nie słyszy nawet okrzyków z trybun?

Oliver Kahn kiedyś mówił, że w meczach włączał „wzrok tunelowy" i przez 90 minut patrzył tylko na piłkę. Dziś są inne czasy — bramkarz to też zawodnik, więc musi patrzeć, gdzie kto jest ustawiony, musi czytać grę, podpowiadać, panować nad całym ciałem i grać również nogami. Nowoczesny bramkarz nie może patrzeć tylko i wyłącznie na piłkę. Niezwykle ważne jest przełączanie koncentracji pomiędzy wzrokiem tunelowym a przeglądem całego boiska, jak to robi np. Manuel.

A co do okrzyków z trybun — zawodnik zawsze je słyszy, nie da się tego wyłączyć w 100%, bo podświadomość to rejestruje. Pytanie, jak sobie z tym radzi. Kahn był przykładem człowieka, którego nakręcała negatywnie nastawiona publiczność, czasem nawet zaogniał sytuację. Manuel to inny typ, który nawet z publicznością przeciwnika żyje dobrze.

„Taki zawodnik nie panikuje, bo ma między uszami „podkręcony procesor". Gdy są dobrze rozbudowane drogi — informacje krążą szybko. Jeśli zamiast autostrad są polne ścieżki — krążą wolno."

– Norbert Bradel, 2014

Kibic jako „dwunasty zawodnik"

Da się więc z naukowego punktu widzenia obronić tezę o kibicu jako „dwunastym zawodniku"?

Każdy, kto miał okazję wystąpić publicznie przed większą grupą osób, wie, jaka energia może płynąć między mówcą a publicznością. Gdy publika jest negatywnie nastawiona, mówca to czuje i ma spory problem, by przekonać ją do siebie. Odwrotnie też to działa. Czujemy fizyczną reakcję na otoczenie, dzięki której działa nam się łatwiej lub trudniej.

Predyspozycje i profile dominacyjne

A czy są ludzie, którzy pod kątem pracy mózgu mają lepsze lub gorsze predyspozycje piłkarskie?

Tak. Ktoś „zbudowany" jednostronnie, czyli mający dominujące np. prawą półkulę mózgu, prawe oko, prawe ucho, prawą rękę, prawą nogę, raczej nie będzie piłkarzem ze światowego topu. Droga od powzięcia zamiaru do jego wykonania będzie za długa.

Czy można jakoś wpływać na te profile dominacyjne?

Na chwilę obecną jest zbyt mało informacji, jak one się kształtują. Na domiar złego mogą się zmienić z czasem. Jednak można nad nimi pracować. Obserwuję pod tym kątem różnych młodych ludzi. Jeden z nich, gdy zaczynał treningi tenisa w wieku sześciu lat, miał dobre predyspozycje — czyli dominującą lewą półkulę, prawą rękę, prawe oko. Radził sobie bardzo fajnie, wygrywał rywalizację z większymi od siebie. Później, w wieku 9–10 lat, dominacja mu się zmieniła z lewej półkuli na prawą. I stało się to jego „przekleństwem". Zaczął przegrywać nie tylko ze starszymi, ale również z rówieśnikami. Niektórzy zaczynają z pewnymi predyspozycjami i są dobrzy, później się one zmieniają i stają się średni, a nawet słabi. Wtedy niezwykle ważne jest wsparcie najbliższych.

Dzieci, rodzice i niechęć do sportu

To, że trafiają do pana dzieci z takimi problemami, oznacza, że rodzice zaczynają być świadomi w tej dziedzinie?

Rodzice najlepiej znają swoje dzieci i widzą, że coś jest nie tak. Na początku były sukcesy, a później ich nagle nie ma. Do tego dochodzą bóle brzucha, wymioty, niechęć do sportu. To zresztą nie jest tylko domena dzieci. Dorośli również przed zawodami miewają podobne problemy, wywołujące niechęć lub obawy przed współzawodnictwem, budując w ten sposób negatywne nastawienie. Do tego większość zawodników źle śpi przed zawodami, a to znacznie zmniejsza ich szanse na sukces, ponieważ sen to bardzo ważny element funkcjonowania ciała i umysłu.

Kontuzje, lęki i ciało

A czy przez trenowanie mózgu można uniknąć kontuzji?

Kontuzje, jak wszystko w naszym życiu, mają swój cel. Na własnej skórze miałem się okazję przekonać, że stanowią one wskazówki, iż droga, którą podążaliśmy, nie była do końca właściwa. W ten sposób dają nam czas na analizę oraz wyciągnięcie wniosków. Często jednak jesteśmy tak skupieni na celu, że nie zauważamy, iż podążamy niewłaściwą ścieżką. Również eliminacja tzw. ruchów kompensacyjnych w znacznym stopniu ogranicza kontuzje.

Jest rzeczywiście coś takiego jak podatność na kontuzje?

Tylko w cudzysłowie. Miałem zawodnika, któremu przytrafiało się bardzo dużo urazów związanych z kolanami. Mimo iż był na początku kariery, zamierzał zawiesić buty na kołku. Tymczasem jego urazy w dużej mierze wynikały z lęków i niepewności przyszłości. Dodatkowo otoczenie nie wspierało go w dążeniu do realizacji wyznaczonych celów, więc było mu niezwykle trudno. Po dwóch latach pracy okazało się, że kontuzje kolan odeszły w niepamięć. Można więc nad tym pracować. Umysł ma niesamowity wpływ na nasze ciało. To nasza wiara wielokrotnie determinuje nasze osiągnięcia, również te dotyczące zdrowia. Znaczącym problemem jest fakt, że wielu sportowców ma negatywny stosunek do własnego ciała.

Naprawdę?

Z jednej strony ich też dotyczy kult piękna — muszą wyglądać lepiej niż inni. Z drugiej często tego piękna w sobie nie dostrzegają, widzą niedoskonałości, z czego rodzi się wiele konfliktów wewnętrznych, a stąd już blisko do kontuzji. Jeżeli cały czas narzekamy na swoje np. nieproporcjonalne nogi, to nasze komórki w nogach przyjmują tę informację i te nogi w efekcie stają się takie, jak sobie „życzymy". Trzeba mieć świadomość, że zarządzamy armią 80 bilionów komórek, bo z tylu składa się nasze ciało. Wysyłamy im nieustanne, świadome i nieświadome komunikaty. Jeżeli są one niespójne lub negatywne, ma to odzwierciedlenie w pojedynczej komórce czy grupie komórek naszego ciała, np. w wiązadle krzyżowym.

Mentalność zwycięzcy

Stąd może wynikać coś takiego jak „mentalność zwycięzcy"?

Tak, mentalność zwycięzcy to umiejętność zwyciężania samego siebie, swoich słabości, wewnętrznego lenia — tak by stawać się każdego dnia lepszym w dążeniu do wyznaczonego celu. To jednak bardzo często stanowi już pierwszy problem. Niejednokrotnie spotykam się z sytuacją, kiedy piszący do mnie sportowiec w pierwszych słowach zaznacza: „chcę zostać zawodowym sportowcem". Na co z reguły odpowiadam: „Ale gdzie konkretnie? II liga, I liga, ekstraklasa czy może Bundesliga?". Często pojawia się w tym momencie konsternacja lub spontaniczna odpowiedź: „No jasne, że za granicą, bo tam można konkretnie zarobić!".

Jednak tylko ci, którzy dobrze przeanalizują swój cel, zyskują. Zdefiniowanie celu, a z drugiej strony zadanie sobie pytania, dlaczego chcę go osiągnąć, jest bardzo ważne. Dzięki temu zaczyna się układać pewna ścieżka, pojawiają się na niej trenerzy, którzy pomagają w dojściu do celu. To jest jak z chodzeniem po górach — wchodzimy na najwyższy szczyt w okolicy i na tym możemy poprzestać, ale możemy również poszukać jakiegoś wyższego szczytu, na miarę kraju, kontynentu czy świata. Tu dochodzimy do mentalności zwycięzcy. Wyznaczanie sobie kolejnych szczytów wyzwala w nas motywację do działania, chęć uczenia się oraz wolę walki na drodze pokonywania kolejnych przeciwności dzielących nas od wymarzonego celu. Dzisiaj jesteśmy w II lidze, ale szczytem jest Bundesliga. Gdy mamy dobrze określone cele, plan dotarcia na szczyt dodaje nam pewności siebie, a zarazem jest podporą w trudnych chwilach.

Nic nie powinno się dziać przypadkiem? U nas często jest odwrotnie.

Tak, to prawda, dużo dzieje się przypadkiem, ale nieprzypadkiem jesteśmy tam, gdzie jesteśmy. Można się obrażać, mówić, że mamy zawodników jak nigdy, ale przegrywamy jak zawsze. Matthias Sammer zaraził mnie stwierdzeniem: „Erfolg ist planbar". Sukces można zaplanować. Jak wygląda w naszym przypadku planowanie sukcesu, gdy ciągle oglądamy się za siebie, patrząc na sukcesy, które miały miejsce 30–40 lat temu — trzecie miejsce na mistrzostwach świata, remis na Wembley — ale co z tego?

Jak to?

To nie było mistrzostwo świata czy mistrzostwo Europy. Poza tym to była zupełnie inna piłka. Niektórzy mogą mi zarzucić herezję, ale jak możemy ogłaszać, że triumfem było trzecie miejsce? Np. w Niemczech po takim „triumfie" zastanawiają się nad zwolnieniem trenera. Miejmy na tyle godności, żeby stawiać sobie wysokie cele. Jesteśmy 40-milionowym krajem w środku Europy! Szczytem marzeń nie może być brązowy medal. Kadra Górskiego spotykała się częściej i to w czasach, gdy gra w reprezentacji była najważniejsza. Dziś kluby są ważniejsze. Widzowie też zmienili podejście do kadry, bo towarzyszy jej wszechobecna szydera. Irytuje mnie to wylewanie frustracji społecznej na zawodników, którzy zarabiają dużo, więc powinni gryźć trawę. Przez to oni sami często nie radzą sobie z tak silną presją, co finalnie przekłada się na brak koncentracji czy słabą formę dnia. Zresztą to nie tylko problem piłkarzy. Ostatnio Puchar Davisa również to uwidocznił.

Z drugiej strony, mamy często zbyt utopijne marzenia w stosunku do naszych aktualnych możliwości.

Pierwszy krok to uświadomienie sobie miejsca, w którym się znajdujemy — nawet jeżeli jest to aktualnie samo dno. Żaden GPS nie wytyczy nam drogi do celu, jeżeli nie będzie wiedział, w którym miejscu jesteśmy. To smutny fakt, iż nie tylko piłka reprezentacyjna, ale i piłka klubowa jest na końcu Europy. Tak więc droga, którą podążamy od dłuższego czasu, z pewnością nie może być właściwa. To pytanie nie tylko do PZPN czy klubów ekstraklasy. To pytanie do wszystkich, którzy działają w polskiej piłce i sporcie. Gdzie jesteśmy dzisiaj i gdzie chcemy być za 10 lat? Gdy do tego dojdziemy, należy stworzyć plan długofalowy. Za 10 lat chcemy być tutaj, a w międzyczasie za pięć lat tutaj, a za trzy lata tutaj. Długofalowo trzeba mierzyć w szczyty, a nie w trzecie miejsca. Żeby osiągnąć realne cele, trzeba mieć nierealne marzenia.

„Żeby osiągnąć realne cele, trzeba mieć nierealne marzenia."

– Norbert Bradel, 2014
· · ·

Część II

Zgodnie z zapowiedzią, prezentuję drugą część rozmowy z Norbertem Bradelem — jedynym w Polsce licencjonowanym trenerem Life Kinetik, współpracującym od strony mentalnej z klubami, zawodnikami i trenerami z Bundesligi.

Porażka jako zdarzenie, nie osoba

Załóżmy, że popełniliśmy w meczu dwa fatalne błędy i drużyna przegrała mecz. Jak reagować po spotkaniu?

Często sprowadzamy porażkę do jednego czy dwóch błędów w trakcie meczu. To zdecydowanie za duże uproszczenie — sprowadzać 90 minut do raptem kilku zagrań. W ten sposób pozbawiamy siebie realnej analizy zaistniałej sytuacji. Są osoby bardziej i mniej podatne na krytykę, co jest dodatkowym problemem. Niejednokrotnie zapominamy, iż porażka to zdarzenie, a nie osoba. Powinniśmy wyciągać wnioski, zastanowić się, co spowodowało, że tak się stało. Forma dnia, przygotowanie przedmeczowe, brak koncentracji, a może niewystarczające umiejętności techniczne?

Takie podejście umożliwia przekucie porażki na poczet przyszłych zwycięstw. Tak jak mówił Michael Jordan: „Nie stałem się najlepszy, dlatego że 1000 razy trafiłem, ale dlatego, że 1000 razy nie trafiłem". Niektórzy po złym meczu mówią, że do niczego się nie nadają, ale to droga donikąd. Gdy analizujemy — rozwijamy się i idziemy do przodu.

„Porażka to zdarzenie, a nie osoba."

– Norbert Bradel, 2014

Depresja w wielkim sporcie

Wielkie kluby pracują z zawodnikami pod kątem mentalnym. Skąd więc przypadki depresji na najwyższym poziomie, jak chociażby u Roberta Enkego, Sebastiana Deislera czy Breno?

Wcześniej komunikacja w klubach była jednak gorsza — przypadki Roberta Enkego i Sebastiana Deislera to zmieniły. Każdy skupiał się na swojej pracy, nikt nie patrzył całościowo. Ten sam problem był zresztą z sędziami. Normalnie — jako widzowie — nie zdajemy sobie sprawy, jaka presja ciąży na zawodnikach i sędziach. Media na nich narzekają, my siedzimy przed telewizorem i po 20. powtórce mówimy, że ręka była ewidentna. Sędziego ktoś mógł zasłonić albo był pod taką presją, że widział mniej niż normalnie.

Zawodnicy starają się podwyższać poziom energii w różny sposób — biorą pobudzacze, ale ich działanie trwa krótko, a dół, w który się wpada, jest na tyle głęboki, że trzeba zwiększyć dawkę pobudzaczy. Spirala się nakręca i zawodnik zostaje bez poczucia głębszego sensu. Jeżeli ktoś tego z zewnątrz nie zauważy, bardzo trudno mu będzie z tego wyjść o własnych siłach. Stąd czasem gracze przewracają się na boiskach, bo serca nie wytrzymują. Podejmują też próby samobójcze lub odchodzą zupełnie od sportu. Obciążenie często jest niedoceniane i ciężko je zobaczyć. Przypadek Breno na szczęście skończył się tylko na szkodach materialnych, niemniej dobitnie pokazuje, jak kluczową rolę odgrywa głowa w dzisiejszym sporcie.

Czarne serie i przesądy

Proszę powiedzieć, czy na zawodników mają wpływ różnego rodzaju „czarne serie"?

Niezależnie od tego, czy w nie wierzymy, czy nie, zawsze mamy rację. To często samospełniające się przepowiednie. Nie tylko my z Niemcami mamy ten problem. Niemcy mają go z Włochami. Przypomina się, że nie potrafią nigdy wygrać z Włochami w ważnych meczach, powtarza się to po 1000 razy i staje się prawdą. Zawodnicy funkcjonują w mediach społecznościowych, dziennikarze pytają ich, czy to już czas na przełamanie serii. To wszystko działa na podświadomość zawodnika.

Stąd to zamiłowanie do różnego rodzaju przesądów?

Skuteczniej wierzyć we własny sukces i mieć świadomość swojej siły, niż pokładać wiarę w czterolistnej koniczynie. Ale łatwiej jednak zrzucić odpowiedzialność na maskotkę. W przypadku porażki można wtedy powiedzieć, że nie było czterolistnej koniczyny. To jednak uniemożliwia wyciąganie wniosków. Nie warto zrzucać winy na czarnego kota.

Skąd jednak wziąć taką świadomość?

Roger Federer ładnie powiedział, że jak stajesz się numerem jeden, to najprzyjemniejsze jest to, że masz świadomość, iż nikt na świecie nie jest od ciebie lepszy. Wiesz, że wystarczy tylko, byś zagrał swoje i nie musisz się obawiać żadnego rywala. Paradoksalnie to stwierdzenie dotyczy również zawodników wspinających się na szczeblach swojej kariery. Ważne, by robić swoje i wyciągać wnioski z efektów swoich działań, a następnie wdrażać je w codziennych treningach czy meczach.

Trenerzy, „efekt nowej miotły" i wypalenie

Co pan powie o trenerskim „efekcie nowej miotły"?

Gdy trener przychodzi do klubu po roku przerwy — kiedy wypoczął fizycznie, psychicznie, przez rok układał sobie w głowie, co zrobić, żeby dobrze prowadzić drużynę — to wchodzi w nowe środowisko pełny energii, a jego zaangażowanie udziela się całemu otoczeniu. Przez rok ładował akumulator, ale kiedyś on się w końcu rozładuje. Poziom stresu u trenerów wpływa na drużynę i jego karierę. Czasem trwa to dwa–trzy tygodnie, czasem pół roku, u niektórych nawet dłużej. Efekt nowej miotły da się wytłumaczyć, ale nie można na nim budować klubu. U nas rotacje są za częste. Stres szybko zjada energię, trenerzy rzadko są świadomi, nie znają technik rozładowania stresu i za chwilę mają znów przerwę na odpoczynek i ładowanie baterii. Guardiola po Barcelonie też był wypalony — naładował się, nauczył niemieckiego i wrócił, ale wypalenie dotyka wielu.

Stres to u trenerów szczególnie istotny czynnik sukcesu. Każdy rodzic, gdy obserwuje występujące dziecko, cierpi bardziej niż ono. Taki trener ma 11 „dzieci" na boisku i jeszcze siedmioro na ławce. Obciążenie jest niesamowite. Doświadczam tego często, zajmując się trenerami pracującymi np. w Bundeslidze. Lepsze panowanie nad emocjami umożliwia skuteczniejszą analizę sytuacji boiskowej, co skutkuje trafniejszymi decyzjami w trakcie meczu.

„Trener ma 11 „dzieci" na boisku i jeszcze siedmioro na ławce. Obciążenie jest niesamowite."

– Norbert Bradel, 2014

Trenerzy boją się zwolnienia?

U nas faktycznie tak. W Niemczech trenerzy otrzymują większy kredyt zaufania. Poza tym są rozliczani z wizji gry, która ma doprowadzić do założonego celu nadrzędnego. Wizja ta wynika z przekonania i umiejętności trenera, a zatem łatwo zweryfikować, czy wizja gry „sprzedana" prezesowi w momencie angażu rzeczywiście przekłada się na realizację nadrzędnego celu.

Reakcje zawodników i metody pracy

Mówi pan o współpracy z trenerami, a jak na treningi z panem reagują zawodnicy?

Różnie. Niektórzy wychodzą z założenia, że moje ćwiczenia są za trudne i nikomu do szczęścia niepotrzebne. Niektórzy, widząc coś nowego, starają się brylować, że opanowali ćwiczenie. Jeszcze inni są zaskoczeni, iż pozornie prosto wyglądające ćwiczenia nastręczają im tyle trudności, zarazem zwracając uwagę, iż koordynacja ruchowa, timing czy czucie głębokie nigdy nie były ich mocnymi stronami.

A tu nie chodzi o opanowanie, ale o próbowanie czegoś nowego. Te wszystkie proste ćwiczenia mają doprowadzić do wytworzenia nowych połączeń w naszym umyśle. Tak wygląda proces uczenia — mamy chęć nauczenia się czegoś nowego, coś nam nie wychodzi, koncentrujemy na tym uwagę, pojawia się dopamina, która powoduje, że umysł tworzy nowe ścieżki, zwiększając w ten sposób swój potencjał.

Nie chodzi więc o to, że zawodnicy zwierzają się panu ze swoich problemów?

Moja praca bazuje na ogromnym zaufaniu. Chcąc pracować nad lękami czy motywacją, siłą rzeczy dochodzimy często do sytuacji z wcześniejszych lat, ale nie zaczynam od tego pracy. Zwykle jest tak, że po jakimś czasie sportowcy sami chcą mnie o coś zapytać czy coś powiedzieć. Ja jestem od tego, by pokazać im, jak zarządzać własnymi zmysłami czy ciałem oraz od eliminowania ewentualnych przeszkód. Często blokady mentalne są wynikiem zdarzeń z przeszłości — np. przegrałeś, więc trener jest na ciebie zły, rodzice rozczarowani, nieważne, że dałeś z siebie wszystko. Dla nich liczył się tylko wynik.

Jak szybko można zauważyć efekty pana pracy?

Czarodziejem nie jestem. Dlatego korzystam z narzędzi i metod treningowych, których skuteczność potwierdziła na zachodzie nie tylko teoria, czyli badania naukowe, ale też lata praktyki. Mam tu np. na myśli Life Kinetik. Miałem również kilka razy sytuację, w której to zawodnik zgłaszał się na miesiąc przed mistrzostwami Polski czy Europy w dość kiepskim stanie, jednak z silną determinacją i wolą walki, które finalnie zostały nagrodzone miejscami na podium. Pewne elementy można poprawić bardzo szybko, nad niektórymi pracuje się znacznie dłużej — jak np. ćwiczenie koordynacji ruchowej.

Polska piłka i myśl szkoleniowa

Polskie drużyny też z takich ekspertów jak pan zaczynają korzystać?

No cóż, w naszym kraju trening mentalny kojarzy się często z rozmową w cztery oczy, zabawami integracyjnymi, wizualizacją czy biofeedbackiem. Nasz umysł jest jednak dużo bardziej złożony, a to, co prezentujemy na boisku czy poza nim, jest tego realnym odbiciem. Niestety, w większości przypadków hołdujemy zasadzie treningu umysłu poprzez siłę mięśni, w myśl przekonania, iż wynik trzeba wybiegać, zapominając zupełnie o szybkości działania czy inteligentnym przemieszczaniu się po boisku.

Często bywam na zachodzie — czy to jako prelegent, czy jako słuchacz — i spotykam wiele osób z różnych krajów, w tym z Czech czy Słowacji, a Polakiem jestem zwykle jedynym. To nie jest przypadek, że naszych trenerów nie ma za granicą, a my zatrudniamy szkoleniowców z Czech czy Słowacji. W Niemczech nikt nie mówi o niemieckiej myśli szkoleniowej. Tam trenerzy dzielą się na dobrych i złych — na tych, którzy odnoszą sukcesy, i tych, którzy sukcesu jeszcze nie odnieśli.

Posłowie · maj 2026

Co się zmieniło od 2014 roku

Rozmowa z Michałem Trelą została opublikowana ponad dekadę temu. Wracam do niej dziś, bo — choć niektóre konteksty są inne — fundamenty pozostały te same. Mózg piłkarza nadal jest centralnym procesorem decyzji. Filtr emocjonalny działa identycznie. Profile dominacyjne wciąż decydują o tym, kto ma szansę grać na poziomie światowym.

Zmieniły się natomiast narzędzia diagnostyczne. W 2014 roku pracowałem głównie z metodą Life Kinetik® i wizualizacją. Dziś mam do dyspozycji Biosign Scanner Plus Professional do pomiaru autonomicznego układu nerwowego, Senaptec do badania percepcji wzrokowej, NeuroTracker do treningu uwagi rozproszonej, VR Pico do skanowania boiska w wirtualnej rzeczywistości i MFT S3-CheckPro do oceny stabilności. To, co kiedyś wymagało godzin obserwacji, dziś trwa kilkanaście minut.

Zmienili się też klienci. W 2014 roku współpracowałem od strony mentalnej z klubami Bundesligi. Dziś jestem w sztabie Bruk-Betu Termaliki Nieciecza (Ekstraklasa), wcześniej w sztabie Górnika Zabrze z Marcinem Broszem, w reprezentacji Polski U19. Coraz częściej pracuję też z młodymi piłkarzami i ich rodzicami — bo to tam najwięcej można jeszcze zmienić.

Jedno się nie zmieniło. „Porażka to zdarzenie, a nie osoba." Tę myśl powtarzam dziś tak samo, jak w 2014 roku.

— Norbert Bradel, maj 2026